O godzinie 9:17 rano 22 stycznia 1943 roku podporucznik John George przykucnął w ruinach japońskiego bunkra na zachód od Point Cruise, obserwując przez lunetę drzewo banian odległe o 220 m. Luneta ta przez sześć tygodni była obiektem drwin jego towarzyszy oficerów. Miał 27 lat. Był mistrzem stanu Illinoi w strzelaniu.
Nie miał na koncie żadnego potwierdzonego zabicia wroga. Japończycy mieli 11 snajperów działających w gajach Point Cruise i w ciągu ostatnich 72 godzin zabili 14 żołnierzy ze 132 pułku piechoty. Dowódca kompanii Georgea nazwał jego karabin zabawką. Pozostali dowódcy plutonów mówili o nim zamówiona pocztą ukochana.
Kiedy George rozpakowywał Winchestera Model 70 z lunetą Layman Alaskan i mocowaniem Griffin w obozie CP Forest w Tennessee, zbrojmistrz chciał wiedzieć, czy broń jest przeznaczona na jelenie, czy na Niemców. George wyjaśnił, że na Japończyków. Wyruszyli na front, zanim karabin dotarł. George spędził podróż na Guadal Canal, obserwując jak inni żołnierze czyszczą swoje garandy, podczas gdy jego własna broń stała w magazynie w Illinois.
poprosił o jej przesłanie pocztą wojskową. Sze tygodni później, pod koniec grudnia 1942 roku, sierżant zaopatrzenia wręczył mu drewnianą skrzynkę z napisem Ostrożnie. W środku znajdował się karabin, na który oszczędzał przez 2 lata z żołdu gwardii narodowej. Karabin ważył 4 kg. Luneta dodawała kolejne 340 g. Garant, który miał każdy inny żołnierz w jego batalionie ważył 4,5 kg, ale bez żadnego powiększenia optycznego.
Karabin Georgea był jednostrzałowym z ręcznym przeładowaniem, z magazynkiem na pięć nabojów. Garant był półautomatycznym, na osiem nabojów. Kapitan Morris kazał mu zostawić myśliwski karabin w namiocie i zabrać porządną broń. George wziął go i tak 132 pułk piechoty zluzował Marines na Guadalkanalu pod koniec grudnia 1942 roku. Marines walczyli tam od sierpnia.
Zdobyli lotnisko Henderson, utrzymali je, ale nie zdobyli góry Austin i nie oczyścili Japończyków z nadbrzeżnych gajów na zachód od rzeki Matanikał. Góra Ostin wznosiła się na 460 m. Japończycy nazywali ją Gifu. 500 żołnierzy, 47 bunkrów. Batalion Georgea zaatakował 17 grudnia. Walczyli 16 dni. Stracili 34 zabitych i 279 rannych, zanim wreszcie zdobyli zachodni stok 2 stycznia.
Do tego czasu George ani razu nie wystrzelił ze swojego Winchestera w walce. Dżungla wokół Point Cruise była inna. Żadnych bunkrów, żadnych stałych pozycji, tylko japońscy żołnierze, którzy wycofali się na zachód od Hendersonfield i ukryli się wśród masywnych drzew. Niektórzy z tych żołnierzy byli snajperami. Mieli celowniki optyczne na karabinach Arisaka Type 98. Znali dżunglę.
Wiedzieli jak czekać. 19 stycznia snajper zabił Kaprala Davisa, gdy ten napełniał manierki w strumieniu. 20 stycznia inny snajper zabił dwóch żołnierzy z kompanii L podczas patrolu. 21 stycznia zginęło kolejnych trzech. Jeden z nich został zastrzelony przez szyję z drzewa, obok którego patrol przechodził dwukrotnie. Tej nocy dowódca batalionu wezwał Georgea.
Japońscy snajperzy zabijali jego ludzi szybciej niż malaria. Potrzebował kogoś, kto potrafi strzelać. Chciał wiedzieć, czy ten zamówiony pocztą karabin jest w stanie cokolwiek trafić. George przedstawił swoje kwalifikacje. Mistrzostwo stanu Illinoi w strzelaniu na odległość 100 m w 1939 roku. Miał wtedy 23 lata. był najmłodszym zwycięzcą w historii stanu.
Grupowania 6 cm na dystansie 60 m przy użyciu przyrządów otwartych z lunetą Layman Alaskam. Pięć strzałów w kole o 10 cm na odległości 300 m. Dowódca dał mu czas do rana, żeby to udowodnił. Jeśli chcesz zobaczyć, jak cywilny karabin Georgea sprawdził się przeciwko japońskim snajperom wyszkolonym do walki w dżungli, naciśnij przycisk Lubię to.
Pomaga nam to dotrzeć z podobnymi zapomnianymi historiami do większej liczby osób i zasubskrybuj, jeśli jeszcze tego nie zrobiłeś. Wróćmy do Georgea. George spędził noc na sprawdzaniu swojego karabinu. Winchester był nasmarowany konserwinem ochronnym na czas morskiej podróży. Wyczyścił go ponownie. Sprawdził mocowania lunety.
Załadował pięć nabojów myśliwskich kalibru 36, które spakował jeszcze w Tennessee. Wojskowa amunicja ogólnego przeznaczenia. Ta sama łóka. której używał Garant. O świcie 22 stycznia George zajął pozycję w ruinach japońskiego bunkra zdobytego przez jego batalion trzy dni wcześniej. Bunkier wychodził na palmy i bani na zachód od Point Cruise.
Wywiad donosi, że japońscy snajperzy operowali z koron dużych drzew na tym obszarze, baobabów i bananowców. Niektóre z nich sięgały 27 met wysokości z pniami o ponad dwóch metrach grubości. Snajper mógł wejść na takie drzewo przed świtem i siedzieć tam przez cały dzień niezauważony. George nie zabrał ze sobą obserwatora ani radiowca, tylko karabin, manierkę i 60 nabojów w łodygach.
Usadowił się w bunkrze i zaczął obserwować drzewa przez lunetę. Luneta Lajman Alaskan miała dwu i półkrotne powiększenie. Niewiele, ale wystarczająco dużo, żeby dostrzec ruch w gałęziach, który gołe oko by przeoczyło. Dżungla nigdy nie milkła. Ptaki, owady, odległy huk artylerii. George nauczył się odfiltrowywać hałas i skupiać na ruchu.
Powoli przeglądał drzewo przez lunetę od lewej do prawej, od góry do dołu. O godzinie 9:17 zobaczył to. Gałąź się poruszyła. Żadnego wiatru. Tylko lekkie drgnięcie. 26 metrów w górze na drzewie banian oddalonym o 220 m. George obserwował. Gałąź poruszyła się ponownie. Wtedy zobaczył sylwetkę. Mężczyzna w ciemnym ubraniu umieszczony w rozwidleniu trzech gałęzi.
Japoński snajper był zwrócony na wschód, obserwując ścieżkę, którą batalion Georgea transportował zaopatrzenie. George ustawił lunetę. dwa kliknięcia w prawo na wiatr kontrolował oddech. Spust Winchestera był jedwabisty. Naciągł zaledwie 1,5 kg. Spędził godziny na jego regulacji w kampery przed wojną. Teraz miał się przekonać, czy cywilny karabin sportowy może zabić człowieka wyszkolonego do tego, by zabić jego pierwszy.
George nacisnął spust. Winchester odskoczył mu od ramienia. Hook przebił się przez dżunglę. 220 met dalej japoński snajper szarpnął się i runął. Przelecieć przez gałęzie. Jego ciało spadło z 90 met i uderzyło w ziemię u podstawy banianu. George przeładował karabin. Wyrzucona łóka wyskoczyła. Dosłał kolejny nabój.
Trzymał lunetę skierowaną na drzewo, czekając na ruch. Nic. Ale towarzysz snajpera był gdzieś w pobliżu. Japońscy snajperzy pracowali w parach. Jeden strzelec, jeden obserwator. Jeśli George właśnie zabił strzelca, obserwator był gdzieś na tym drzewie albo na pobliskich drzewach. George przeszukiwał wzrokiem okoliczne baniany.
Dw i półkrotne powiększenie lunety zmuszało go do powolnego przeszukiwania. Każde drzewo mogło kryć kilku mężczyzn. Kopuła dżungli tworzyła cienie, przez które kształty były nie do odróżnienia, bez uważnej obserwacji. O godzinie 9:43 znalazł drugiego snajpera. Inne drzewo 60 m na północ od pierwszego, ten był niżej, może 15 m w górze.
Japoński żołnierz schodził po pniu, wycofując się. Usłyszał strzał i wiedział, że jego pozycja jest zagrożona. George wycelował, wyprzedził ruch. strzelił. Drugi snajper runął do tyłu z drzewa. Jego karabin przeleciał przez gałęzie sekundy przed nim. Obaj uderzyli w ziemię niemal jednocześnie. Dwa strzały, dwóch zabitych.
George przeładował Winchestera z łódki. Ręce miał spokojne. Oddech kontrolowany. To nie różniło się od strzelania na zawodach w kampery. Tyle że teraz cel strzelał z powrotem. O godzinie 11:21 japoński pocisk trafił w worek z piaskiem 15 cm od głowy Georgea. Uderzenie chlusnęło ziemią w jego twarz. Obrócił się na bok i przycisnął do ściany bunkra.
Strzał padł z południowego zachodu. Inny kierunek niż dwaj pierwsi snajperzy. George czekał trzy minuty przed ruszeniem. Ostrożnie wrócił na pozycję strzelecką i zlustrował drzewa na południowym zachodzie. Strzelec na pewno zmienił pozycję po oddaniu strzału. To była podstawowa zasada snajpera. Strzelaj i zmień miejsce.
Ale w tak gęstej dżungli możliwości relokacji były ograniczone. O godzinie 11:38 George znalazł go. Trzecie drzewo od lewej w grupie pięciu baobabów, 22 met w górze. Japoński snajper przeniósł się na inną gałąź, ale pozostał na tym samym drzewie. Błąd. George skierował celownik krzyżowy na ciemną sylwetkę i strzelił. Trzeci snajper runął bez jednego dźwięku.
Do południa George zabił pięciu japońskich snajperów. Wieść rozeszła się po batalionie. Żołnierze, którzy drwili z jego zamówionego pocztą karabinu, pytali teraz, czy mogą obserwować jak pracuje. George odmówił. Obserwatorzy przyciągają uwagę. Uwaga przyciąga ogień. Po piątym zabiciu japońscy snajperzy się dostosowali.
Przestali się ruszać w ciągu dnia. George spędził popołudnie, lustrując drzewa i nie widząc niczego. O 16:00 wrócił do kwatery głównej batalionu. Kapitan Morris czekał. Drwina zniknęła z jego głosu. Chciał, żeby George był z powrotem na pozycji o świcie. 23 stycznia zaczął się od deszczu, ulewnego tropikalnego deszczu, który zamienił poszycie dżungli w błoto i sprawił, że drzewa stawały się niewidoczne już po 30 mrach.
George siedział w bunkrze i czekał na poprawę widoczności. Deszcz ustał o 8:15, do 8:45 widoczność poprawiła się na tyle, żeby zacząć pracę. O godzinie 912 George zauważył pierwszego snajpera tego dnia. Japoński żołnierz zajął pozycję podczas deszczu. Sprytne. Dźwięk ulewny maskował ruchy.
Ten snajper wybrał drzewo odległe o 290 m dalej niż wczoraj. Też sprytne. Uczyli się jego możliwości. George skompensował odległość i strzelił. Sniper runął. Szóste zabicie sprowadziło odpowiedź, której George się nie spodziewał. O godzinie 9:57 japońskie moździerże zaczęły ostrzeliwać okolice jego bunkra. Triangulowali jego pozycję na podstawie błysku lufy albo dźwięku.
Pierwsze pociski uderzyły 12 m za krótko, druga salwa 6 m za krótko, trzecia salwa trafiłaby w bunkier. George chwycił karabin i pobiegł. Sprintował na północ wzdłuż linii drzew i rzucił się do leja po pocisku. Gdy trzecia salwa trafiła, bunkier, który opuścił chwilę wcześniej, zniknął w eksplozjach i grad odłamków.
Przeniósł się na inną pozycję. Przewrócone drzewo 120 m na północ od zniszczonego bunkra. Drzewo dawało osłonę i widok na gaje. George usadowił się i wznowił obserwację. Japończycy słali kolejnych snajperów tego popołudnia. Wiedzieli, że George na nich poluje. Teraz oni polowali na niego. Dynamika się zmieniła.
To nie było już strzelanie do celu, to był pojedynek. O godzinie 14:23 George zabił siódmego snajpera. O godzinie 15:41 8. Ten ostatni wspięcia się wysoko, 28 m. Dobra kryjówka, ale wysokość tworzyła sylwetkę na tle nieba, gdy zmieniał się kąt padania słońca. O 16:00 kapitan Morris wysłał ułącznika, żeby sprowadzić Georgea.
George przebywał na pozycji przez 9 godzin. Morris chciał liczb. George zameldował osiem potwierdzonych zabić w ciągu dwóch dni, 12 oddanych strzałów, osiem trafień, cztery pudła. Morris przydzielił Georgea do kontynuowania działań snajperskich od świtu 24 stycznia. Tej nocy George wyczyścił swojego Winchestera i rozważał matematykę.
11 japońskich snajperów działało w gajach Point Cruise. Ośmiu już nie żyło, trzech pozostało. Ci trzej będą najlepsi. Ci, którzy przeżyli najdłużej. I teraz wiedzieli dokładnie, jak wygląda George i jaki karabin nosi. George załadował Winchestera pięcioma świeżymi nabojami i próbował zasnąć. O 3:00 w nocy odpuścił i siedział w namiocie z karabinem na kolanach.
Deszcz zaczął się znowu o 4:15. O 5:30 był wystarczająco ulewny, żeby opóźnić świt operacji. George wykorzystał ten czas na zmianę pozycji. Nie bunkier, nieprzewrócone drzewo, coś czego Japończycy się nie spodziewali. Wybrał miejsce 70 m na południe od poprzedniej pozycji. Skupisko dużych głazów.
których Marines używali jako gniazda karabinu maszynowego jeszcze w grudniu. Pozycja dawała dobrą osłonę i krzyżujące się pola ostrzału w kierunku gajów. Usadowił się i czekał na zatrzymanie deszczu. O 7:43 deszcz zmniejszył się do mrzawki. [parsknięcie] Widoczność się poprawiła. George zaczął obserwować drzewa przez lunetę.
O 817 24 stycznia znalazł dziewiątego snajpera. Japoński żołnierz zajął pozycję na palmy 18 m nad ziemią zaledwie 12 m wysoko. Niespotykane. Większość snajperów wspinała się wysoko, żeby mieć lepsze linie ostrzału. Ten wybrał ukrycie kosztem wysokości. Palmaliście stwarzały naturalne schronienie niewidoczne z poziomu gruntu.
Ale George nie był na poziomie gruntu. był podwyższony na głazach. Kąt dał mu widok w dół między liście. Mógł zobaczyć ciemny kształt barków i głowy snajpera. George wycelował, kontrolował oddech, zaczął naciskać spust. Wtedy się zatrzymał. Coś było nie tak. Pozycja była zbyt oczywista, zbyt łatwa. George polował na snajperów przez trzy dni.
Zabił ośmiu mężczyzn. Pozostała trójka nie popełniałaby elementarnych błędów, nie zajęłaby pozycji, gdzie wyniesiony strzelec mógł ich łatwo zauważyć, chyba że to była przynęta. George opuścił karabin i zaczął skanować okoliczne drzewa. Jeśli snajper w palmie był przynętą, prawdziwy strzalec byłby ustawiony tak, żeby go osłaniać, obserwując każdego, kto zdecyduje się na strzał, czekając na błysk lufy, gotowy do odpowiedzi.
George lustrował drzewa metodycznie od lewej do prawej, od góry do dołu. Sprawdził każde drzewo w promieniu 300 m od palmy. Zajęło mu to 11 minut. O 8:28 znalazł prawdziwe zagrożenie. Banan 80 m na północny zachód od palmy, 27 m w górze. Japoński snajper zajął doskonałą kryjówkę.
Gałęzie i pnącza zasłaniały go z trzech stron. Miał czysty widok na poprzednią pozycję Georgea przy przewróconym drzewie. Czekał, aż George się tam pojawi albo wystrzeli do przynęty w palmie. George miał dwa problemy. Po pierwsze, prawdziwy snajper obserwował złe miejsce. Jeśli George do niego strzeli, dźwięk ujawni rzeczywistą pozycję Georgea.
Sniper zmieni miejsce, zanim George zdąży przeładować i dosłać kolejny nabój. Po drugie, jeśli George nic nie zrobi, Sniper w końcu zorientuje się, że George nie jest przy przewróconym drzewie i zacznie go szukać. George postanowił użyć przynęty przeciwko nim. Wycelował w snajpera Wabik w palmie, skompensował wiatr, strzelił.
Snajper Wabik szarpnął się i wypadł z palmy. George natychmiast skierował karabin na banian 27 m w górę. Prawdziwy snajper zareaguje na strzał. Odwróci się w stronę dźwięku. Ten obrót spowoduje ruch. George go zobaczył. Lekkie drgnięcie. Snajper zmieniał pozycję, żeby zwrócić się w stronę Georgea. George skierował celownik krzyżowy na ciemną sylwetkę i strzelił, zanim snajper zdążył się w pełni obrócić. Prawdziwy snajper runął.
Jego karabin posypał się za nim. Dwa strzały, dwóch zabitych. Ale George odsłonił swoją pozycję przed każdym innym obserwatorem. Chwycił karabin i amunicję i pobiegł. ruszył na wschód wzdłuż linii głazów i skoczył do rowu odwadniającego 40 m dalej. Wcisnął się w błoto i czekał. O 8:34 japoński karabin maszynowy przeorał głazy, gdzie był przed sześcioma sekundami.
Kule wznieciły kurz i odłamki kamieni. Ogień trwał 17 sekund. Gdy ustał, George policzył do 60, zanim się ruszył, przeniósł się ponownie, tym razem 100 met dalej na wschód. do leja po pocisku, częściowo wypełnionego deszczówką. George usadowił się w leju z wodą po piersi, oparł Winchestera na krawędzi i wznowił obserwację.
10 potwierdzonych zabić, jeden pozostały. 11 snajper będzie najlepszy, najsprytniejsny, najbardziej doświadczony. Obserwował jak 10 jego towarzyszy ginie przez trzy dni. znał taktykę Georgea, znał jego [odchrząknięcie] karabin, znał przybliżoną lokalizację Georgea i gdzieś wśród tych drzew obserwował, czekał, planował.
George skanował dżunglę przez lunetę. Dw i półkrotne powiększenie sprawiało, że odległe kształty były widoczne, ale nie do zidentyfikowania. Każda ciemna plama mogła być gałęzią albo człowiekiem. George musiał uważnie badać każdą z nich. O godzinie 9:47 zdał sobie sprawę ze swojego błędu. 11. Snajper nie był na drzewach.

Był na ziemi i zbliżał się do pozycji Georgea. George zobaczył ruch kątem oka. 60 met na południe, nisko przy ziemi. Sylwetka przemieszczała się przez roślinność wzdłuż linii drzew. Japoński snajper używał naziemnej roślinności jako osłony. Paprocie, pnącza, powalone gałęzie. czołgał się w kierunku ostatniej znanej pozycji Georgea przy głazach.
George pozostał bez ruchu w wypełnionym wodą leju. Winchester był już przy ramieniu. Oddech kontrolowany, ale kąt był zły. Krawędź Leya blokowała widok na zbliżającego się snajpera. George musiałby się unieść, żeby strzelić. Uniesienie się odsłoni go. Japoński snajper zatrzymał się o 9:52. dotarł do pozycji 40 metrów od głazów. George obserwował przez lunetę.
Snajper badał głazy, szukał ruchu, jakiegokolwiek znaku obecności celu. George czekał. Cierpliwość to podstawowa umiejętność pracy snajpera. Zdolność do bezruchu, pozwolenia, żeby czas mijał, czekania na właściwy moment zamiast forsowania złego strzału. O 9:58 japoński snajper ruszył ponownie. pełzu, 35 m od głazów, 3025.
Zbliżał się od strony południowej, tej samej, z której George ewakuował się podczas ostrzału z karabinu maszynowego. George rozumiał taktykę. Japoński snajper obserwował atak z karabinu maszynowego. Wiedział, że George ruszył na wschód od głazów. Teraz przeszukiwał najbardziej prawdopodobną drogę ucieczki, polując na Georgea tak samo jak George polował na niego.
O 103 japoński snajper dotarł do głazów, wszedł do gniazda karabinu maszynowego i zajął pozycję zwrócony na wschód w kierunku rowu odwadniającego w stronę obszaru, do którego George powinien się przenieść. Sniper był teraz 38 m od rzeczywistej pozycji Georgea w wypełnionym wodą leju, ale patrzył w złą stronę. Jego plecy były odkryte.
George miał czysty strzał. Środek masy 38 met. Łatwy strzał, nawet bez lunety. Ale George zawahał się. Ten snajper przeżył 10 dni amerykańskich operacji w gajach Point Cruise. Przeżył 10 innych snajperów, ludzi, którzy zginęli, bo popełniali błędy. Ten człowiek nie popełniałby błędów. Pozycja w głazach była zbyt odkryta, zbyt narażona.
Żaden doświadczony snajper nie zostałby tam dłużej niż kilka sekund. To musiała być kolejna przynęta, kolejna pozycja wabik. George trzymał lunetę skierowaną na snajpera w głazach, ale rozszerzył świadomość na otoczenie. Jeśli to była przynęta, prawdziwe zagrożenie byłoby ustawione tak, żeby go osłaniać gdzieś z linią widoku na każdego, kto zdecyduje się na strzał. O 106 George to znalazł.
Drugi japoński żołnierz 70 m na północny zachód od głazów za pniem przewróconego drzewa. Ten żołnierz nie ruszał się, nie zmieniał pozycji, tylko obserwował i czekał. Jego karabin był wycelowany w kierunku rowu odwadniającego, gdzie George powinien się chować. Dwóch mężczyzn, nie jeden. 11 snajper przyniósł wsparcie.
A może to byli ostatni dwaj snajperzy, 10 i 11, pracujący razem? George podjął decyzję. Nie mógł zastrzelić obydwu zanim zareagują. Przeładowanie powtarzalnego Winchestera zajmowało czas. Dało im czas na zlokalizowanie go i oddanie strzał. Potrzebował innego podejścia. George powoli opuścił się głębiej w wodę.
Zanurzył się tak, że nad powierzchnią wystawały mu tylko oczy i czubek głowy. Trzymał Winchestera skierowanego ku górze, żeby do lufy nie dostała się woda i czekał. O 10:13 japoński żołnierz w Głazach wstał, spędził 10 minut obserwując Rów i niczego nie zobaczył. Uznał, że George przesunął się dalej na wschód. Odwrócił się i dał sygnał partnerowi za pniem drzewa.
Obaj ruszyli na wschód, równolegle do siebie, 70 met od siebie. Wykonywali przeczesywanie. Zamierzali wypłoszyć Georgea albo znaleźć jego pozycję. George pozostał w wodzie bez ruchu. Dwaj japońscy żołnierze minęli jego lej. Byli teraz między Georgem a linią drzew. Ich plecy były odkryte. George uniósł się z wody.
Powoli, cicho, przyłożył Winchestera do ramienia. Woda kapała z lufy, z munduru, z twarzy. Wycelował w bliższego żołnierza, tego, który był w głazach, teraz 42 m dalej. George strzelił. Żołnierz padł. George przeładował, dosłał nabój, obrócił karabin w stronę drugiego żołnierza za pniem drzewa. Tamten się odwracał, podnosił karabin.
George strzelił pierwszy. Drugi żołnierz runął. 11 strzałów przez 3 dni. 11 japońskich snajperów martwych. George oczyścił Gaje Point Cruise z zagrożenia, które zabiło 14 Amerykanów w 72 godziny. Ale kiedy George wydostał się z Leja i zbierał łóki, usłyszał dźwięk, który go zmroził. Głosy, japońskie głosy dochodzące z linii drzew.
Wielu mężczyzn ruszających w kierunku zabitych żołnierzy. George wskoczył z powrotem do Leja. Woda była zimna, błotnista. Zanurzył się tak, że nad powierzchnią wystawały tylko oczy. Winchester trzymał pionowo, żeby lufa była czysta. Japońskie głosy przybliżały się. Co najmniej sześciu mężczyzn, może więcej, ruszali w kierunku dwóch zabitych snajperów.
Słyszał trzaskanie gałęzi, brzęk wyposażenia. To nie byli snajperzy. Piechota, patrol albo grupa zebrania ciał. George liczył sekundy. Głosy ucichły przy miejscu pierwszego ciała, 42 m od jego leja. wystarczająco blisko, żeby je wyraźnie słyszeć, nawet nie rozumiejąc słów. Potem głosy przeniosły się do drugiego ciała. Więcej rozmów, podniecony ton.
O 10:28 głosy ruszyły ponownie. Nie z powrotem w stronę linii drzew, tylko w kierunku Leya Georgea. Znaleźli jego ślady. Odciski butów w błocie prowadzące od głazów do leja. George był ostrożny co do dźwięku i ruchu. Nie był ostrożny co do śladów. George miał pięć nabojów w Winchesterze i co najmniej sześciu japońskich żołnierzy.
Złe szanse dla powtarzalnego karabinu. Rozważał opcję: zostać ukrytym i mieć nadzieję, że przejdą albo walczyć. Głosy przybliżały się 30 m, 25, 20. O 10:31 japoński żołnierz pojawił się na krawędzi Leja. patrzył prosto na Georgea. Ich oczy się spotkały. George strzelił z wody. Żołnierz runął do tyłu. George przeładował, nadal zanurzony.
Dosłał nabój, uniósł się. Dwóch kolejnych żołnierzy stało na krawędzi Leja. George strzelił, przeładował, strzelił ponownie. Obaj padli. Trzy naboje zostały. George słyszał krzyki. Kolejni żołnierze zbliżali się do niego. Wdrapał się z leja od strony północnej, z dala od nadchodzących głosów. Pobiegł 20 met i rzucił się za przewrócone drzewo.
Japońskie strzały trzaskały przez dżunglę. Kule uderzały w ziemię wokół leja, wokół powalonego drzewa. Żołnierze strzelali do ruchu, do dźwięku, nie do potwierdzonych celów. George pozostał nisko. Zlustrolował obszar przez lunetę. zobaczył ruch. Dwóch żołnierzy idących w stronę Leja. 50 met. George wycelował w prowadzącego żołnierza. Strzelił. Żołnierz padł.
Drugi rzucił się w osłonę. Dwa naboje zostały. Słyszał więcej głosów za sobą. Japończycy skrzydlowali. Jedna grupa podchodziła od południa, druga ze wschodu. George miał zostać okrążony. Podjął decyzję. nie mógł wygrać wymiany ognia z powtarzalnym karabinem przeciwko wielu żołnierzom uzbrojonym w broń półautomatyczną.
Musiał zerwać kontakt i cofnąć się do amerykańskich linii. George chwycił karabin i pobiegł na północ. Pędził przez zarośla dżungli. Pnącza łapały go za buty. Gałęzie smagały twarz. Japońskie strzały ścigały go. Kule śmigały tuż obok. Trafiały w drzewa, wznosiły kurz. George biegł przez 90 sekund, zanim rzucił się do kolejnego leja.
Ten był suchy. Przycisnął się do ściany leja i nasłuchiwał. Japońskie głosy były już odległe. Nie ścigali go. Zbierali swoich zabitych. George sprawdził karabin. Błoto na kolbie. Woda wciąż kapała z lufy. Dwa naboje zostały i ani jednego zasobnika z nabojami. Zasobniki były w jego plecaku. Plecak leżał gdzieś przy wypełnionym wodą leju.
O 10:47 George ruszył ponownie. Nie biegiem, szybkim krokiem, trzymając się nisko i używając terenu jako osłony. Ruszył na północny wschód w kierunku amerykańskich linii. Dżungla była cicha, żadnych głosów. Żadnego ruchu, tylko dźwięk własnego oddechu i odległe grzmoty artylerii. O 11:13 George dotarł do amerykańskiego perymetru.
Wartownik Marines go okrzyknął. George się zidentyfikował. Wartownik zaprowadził go przez checkpoint. George przeszedł do kwatery głównej batalionu i zameldował się u kapitana Morisa. Morris chciał pełnego raportu. George go złożył. 11 japońskich snajperów zabitych przez 4 dni, 12 strzałów do snajperów, 11 trafień, potem wymiana ognia z piechotą, trzy kolejne zabicia, łącznie pięć strzałów w tej walce. Morris zapytał o stan amunicji.
George miał dwa naboje. Morris zapytał o karabin. George powiedział, że sprawny, ale wymaga czyszczenia. Błoto w mechanizmie, woda w lufie. Morris kazał Georgowi wyczyścić karabin i odpocząć. Żadnych operacji jutro. Batalion ruszał na wschód. Gay point Cruise nie były już priorytetem.
Japończycy ewakuowali się z Guadal Canalu. Wywiad sugerował, że zakończą wycofanie w ciągu dwóch tygodni. George wrócił do namiotu. Rozłożył Winchestera i spędził dwie godziny czyszcząc każdy element. Koserwina i olej do broni, szmatki przeciągane przez lufę, dopóki nie wychodziły czyste. Sprawdził mocowania lunety, ustawił odległość oka, załadował pięć świeżych nabojów.
O 14:00 ze sztabu dywizji przyszedł rozkaz. Dowódca batalionu chciał zobaczyć Georgea. George szedł do kwatery, zastanawiając się, czy Morris złożył negatywny raport. nieuprawnione zaangażowanie w walce, nadmierne zużycie amunicji, samotne działanie bez wsparcia. Zamiast tego zastał Morisa i dwóch innych oficerów.
Jednym z nich był pułkownik Ferry, dowódca pułku. Ferry miał jedno pytanie. Czy George potrafi wyszkolić innych ludzi w tym, co zrobił? George powiedział, że może spróbować, ale będzie to wymagało czasu, karabinów z celownikami optycznymi i ludzi, którzy już potrafią strzelać. Ferry powiedział, że dywizja ma 14 karabinów Springfield z lunetami Unertl, broni snajperskiej pozostawionej przez Marines i 40 żołnierzy w półku, którzy przed rozmieszczeniem uzyskali kwalifikacje eksperta strzeleckiego.
Ferry chciał, żeby George stworzył sekcję snajperów, wyszkolił ludzi, opracował taktykę i oczyścił pozostałe japońskie snajperzy z obszarów operacyjnych. George przyjął, ale miał jeden warunek. Chciał zatrzymać swojego Winchestera. Ferry zatwierdził prośbę. George zachował Winchestera Model 70enty.
14 karabinów Springfield z lunetami Nertle trafiło do mężczyzn, których George miał szkolić. Szkolenie rozpoczęło się 27 stycznia. George miał zgromadzonych 40 żołnierzy na improwizowanym poligonie 2 km na wschód od Hendersonfield. Na papierze byli ekspertami strzeleckimi. Uzyskali kwalifikacje z przyrządami otwartymi na odległościach do 500 m.
Ale żaden z nich nie miał doświadczenia bojowego jako snajper. Żaden nie zabił człowieka z ukrycia. George zaczął od podstaw. Kontrola oddechu, nacisk na spust, czytanie wiatru. Karabiny Springfield ważyły z lunetami Nertle 5 kg. Cięższe od Garanda, cięższe od Winchestera Georgea. Ciężar dawał stabilność, ale był wyczerpujący przy dłuższym trzymaniu.
George uczył ich korzystania z każdej dostępnej podpory, głazów, pni, worków z piaskiem. Dżungla rzadko oferowała idealne pozycje strzeleckie. Snajperzy musieli dostosowywać się do terenu i tworzyć stabilne platformy z czegokolwiek, co mieli pod ręką. Szkolenie na strzelnicy trwało tr dni. George kazał mężczyznom strzelać do nieruchomych celów od 100 do 400 m, potem do ruchomych, potem do celów częściowo ukrytych w roślinności.
Do 30 stycznia 32 z 40 mężczyzn konsekwentnie trafiało w cele wielkości człowieka na 300 m w warunkach polowych. George podzielił ich na 16 dwuosobowych zespołów. Strzelec i obserwator. Obserwator nosił lornetkę i Garanda. Jego zadaniem było lokalizowanie celów i zapewnianie ochrony, gdy strzelec prowadził ogień.
Po każdym zabiciu rolę można było wymienić. Dzięki temu obaj byli sprawni i nie dochodziło do koncentracji jednego punktu awarii przy poleganiu na jednym strzelcu. 1 lutego George zabrał cztery zespoły w teren. Ich misją było oczyszczenie japońskich pozycji na zachód od rzeki Matanikau. Wywiad wskazywał, że małe grupy japońskich żołnierzy nadal operują w tym obszarze.
Nie snajperzy, tylko piechota, maruderzy, którzy jeszcze się nie ewakuowali. Cztery zespoły zajęły pozycję o świcie. George dobrał się z obserwatorem Kapralem Heem. Usadowili się na wzniesieniu z widokiem na ścieżkę, z której Japończycy korzystali do zaopatrywania się. O 7:20 na ścieżce pojawił się japoński żołnierz. Ha. Potwierdził cel przez lornetkę.
George strzelił. Żołnierz padł. George przeładował karabin i poszukał kolejnych celów. Żaden się nie pojawił. Przez następne szeć godzin zespół Georgea wyeliminował siedmiu kolejnych japońskich żołnierzy na tej ścieżce. Siedem strzałów, sześć trafień, jedno pudło z powodu wiatru. Trzy pozostałe zespoły zameldowały podobne wyniki.
23 japońskich żołnierzy zabitych tego dnia. Zero strat po stronie amerykańskiej. Sekcja snajperów kontynuowała operację przez początek lutego. Do 9 lutego sekcja zabiła 74 japońskich żołnierzy. Lba była zachowawcza. Liczono tylko potwierdzone zabicia, gdzie ciało można było zaobserwować. Ewakuacja japońska przyspieszała w tym czasie.
Niszczyciele przychodziły nocą, żeby odebrać żołnierzy z Cape Esperance na zachodnim krańcu Guadalkanalu. Siły amerykańskie parły na zachód, żeby przerwać ewakuację, ale Japończycy skutecznie prowadzili działania osłonowe podczas odwrotu. 7 lutego George operował w pobliżu rzeki Bonegi, gdy japoński strzelec go trafił. Kula uderzyła w lewe ramię Georgea.
Uderzenie obróciło go i powaliło. Ha zaciągnął Georgea w osłonę i wezwał sanitariusza. Rana była poważna, ale nieśmiertelna. Kula przeszła przez mięsień bez trafienia w kość ani główne naczynia krwionośne. George został ewakuowany do szpitala polowego w pobliżu Hendersonfield. Lekarze oczyścili ranę i zaszyli ją. Powiedzieli Georgowi, że wyzdrowieje, ale potrzebuje odpoczynku.
Żadnych operacji bojowych przez co najmniej trzy tygodnie. George spędził dwa tygodnie w szpitalu polowym. W tym czasie Japończycy zakończyli ewakuację Guadal Canalu. 9 lutego siły amerykańskie dotarły do Cape Esperance i zastały je puste. Kampania dobiegła końca. Sekcja snajperów Georgea operowała przez 12 dni. 74 potwierdzone zabicia, zero strat po stronie przyjacielskiej podczas operacji snajperskich.
Sekcja została oficjalnie wyróżniona przez sztab dywizji. Pułkownik Feri rekomendował Georgea do brązowej gwiazdy, ale dla Georgea wojna się nie skończyła. Gdy dochodził do siebie w szpitalu polowym, spłynęły rozkazy z dowództwa Pacyfiku. Armia potrzebowała doświadczonych oficerów bojowych do nowej misji. Coś w Birmie, coś tajnego.
George zgłosił się na ochotnika. W marcu George był na transporcie płynącym na zachód przez Pacyfik. Jego Winchester Model 70 był spakowany w wodoodpornej skrzyni w ładowni. Luneta Limman Alaskan zawinięta w naoliwioną szmatę. George nie znał szczegółów misji birmańskiej. Wiedział tylko, że dotyczy walki w dżungli, długich patroli, operacji za japońskimi liniami.
Tego rodzaju misja, przy której przydałby się człowiek z karabinem zdolnym trafić cel na 600 m. Transport dotarł do Indii 3 kwietnia. George i 200 innych oficerów zostało odprawionych co do swojego przydziału. Mieli dołączyć do nowej jednostki, 3000 żołnierzy. Jednostka nie miała jeszcze oficjalnej nazwy. Żołnierze nazywali ją inaczej.
nazywali ją maruderami Merila. 537 samodzielnym oddziałem złożonym został oficjalnie wyznaczony 28 maja 1943 roku, ale żołnierze szkolili się od kwietnia. Taktyki dalekiego zasięgu, przetrwanie w dżungli, operacje bez linii zaopatrzenia. Jednostka była wzorowana na brytyjskich hindytach, brygadiera Orda Wingate, małych mobilnych siłach zdolnych do operowania głęboko za liniami wroga przez dłuższy czas.
George został przydzielony do drugiego batalionu. Jego rola oficjalnie nie figurowała jako snajper. Armia nie miała formalnych stanowisk snajperskich w swojej strukturze organizacyjnej. George był wyznaczony jako dowódca plutonu piechoty, ale rekomendacja pułkownika Ferriego podążyła za nim z Guadalkanalu. Dowództwo batalionu wiedziało, co George potrafi z karabinem.
Szkolenie odbywało się w środkowych Indiach. Teren różnił się od guadalkanalu, ale zasady pozostawały te same. Upał, wilgoć, gęsta roślinność, ograniczona widoczność. Birma byłaby gorsza, ostrzejszy teren, większe opady i wróg znający grunt lepiej niż jakiekolwiek siły amerykańskie. George zmodyfikował swoje wyposażenie na misję birmańską.
Winchester model 70 sprawdził się świetnie na Guadal Canalu, ale tam były to operacje krótkiego zasięgu z regularnym zaopatrzeniem. Birma miała wiązać się z patrolami trwającymi tygodniami, setkami kilometrów przez dżunglę. Każda uncja wagi się liczyła. George zdjął lunetę Limman Alaskan i zastąpił ją lżejszą Wieraver 330. Wever miała to samo dwu i półkrotne powiększenie, ale ważyła 220 g mniej.
Wymienił też drewnianą kolbę na lżejszą syntetyczną. Modyfikacje zmniejszyły wagę karabinu z 4,5 kg do 4 kg. Niewiele, ale podczas dwutygodniowego patrolu z 27 kg wyposażenia każdy gram miał znaczenie. Marałerzy wkroczyli do Birmy w lutym 1944 roku. Ich misją był marsz przez północną Birmę i zdobycie lotniska Mejkina.
Lotnisko było kluczowe dla alianckich tras zaopatrzenia do Chin. Siły japońskie kontrolowały ten obszar dysponując około 4 ty000cami żołnierzy. Marałzy mieli podejść lądem przez teren, który Japończycy uważali za nieprzebity dla dużych sił. Góry, rzeki, gęsta dżungla, żadnych dróg, ograniczone szlaki.
Siły miały nieść całe zaopatrzenie na plecach albo na jucznych mułach. Żadnego transportu zmotoryzowanego, żadnego wsparcia artyleryjskiego, tylko karabiny i moździerże i zdolność do szybkiego przemieszczania się przez niemożliwy teren. Batalion Georgea wyruszył w marsz 24 lutego. Pierwszy tydzień obejmował 130 km przez górzystą dżunglę.
Żołnierze padali z wyczerpania. Przypadki malarii narastały z każdym dniem. Muły towarowe radziły sobie z trudem. Kilka musiało zostać zastrzelone, gdy złamały nogi na stromych zejściach. Do marca batalion pokonał 350 km. Stoczył 12 starć z siłami japońskimi. Małe potyczki, zasadzki, krótkie wymiany ognia i szybkie wycofanie.
Marałderzy nie mieli utrzymywać terenu. Mieli się poruszać, nękać, odcinać linę zaopatrzenia i siać chaos za japońskimi pozycjami. George używał swojego Winchestera trzy razy podczas marszu, raz na odległości 375 m do japońskiego oficera kierującego wojskami przy przeprawie przez rzekę. Raz na 400 mrach do stanowiska karabinu maszynowego, raz na 265 m do snajpera, który unieruchomił patrol marauderów.
Trzy strzały, trzy trafienia. George nigdy nie strzelał więcej niż raz na starcie. Raport Winchestera był charakterystyczny, odmienny od ostrego trzasku Garanda. Jeden strzał ogłaszał jego obecność, drugi dałby Japończykom czas na zlokalizowanie go. George nauczył się strzelać i natychmiast się przenosić. Marsz do Meid Kiny trwał trzy miesiące.
Pod koniec maja Maraudderzy przemierzyli ponad 1100 km. Stracili więcej ludzi na choroby niż w walce. Malaria, czerwonka, tyfus. Jednostka, która wkroczyła do Birmy z 5300 żołnierzy stopniała do mniej niż 3000 zdolnych do walki. 17 maja Marałudderzy zdobyli lotnisko Mitkijina. Operacja zakończyła się sukcesem, ale koszty były dotkliwe.
Jednostka była niezdolna do dalszej walki. Zbyt wiele strat, zbyt wielu chorych. Za długo w dżungli bez odpoczynku i właściwej opieki medycznej. George przeżył kampanię birmańską. Jego Winchester przeżył, ale karabin, który tak skutecznie sprawdził się na Guadalkanalu, był użyty zaledwie siedem razy przez trzy miesiące operacji.
Maraudderzy rzadko angażowali się w rodzaj długodystansowego, precyzyjnego strzelania wymagającego karabinu z lunetą. Większość walk toczyła się z bliska w zasadzkach na odległości 50 m lub mniej, w starciach w gęstej roślinności, gdzie ledwo można było dostrzec dalej niż 10 m. George w ciągu tych trzech miesięcy w Birmie uświadomił sobie pewną rzecz.
Winchester model 70 był doskonałym karabinem. Być może najlepszą myśliwską bronią jednostrzałową jaka kiedykolwiek powstała. Ale nowoczesna wojna się zmieniała. Karabiny półautomatyczne, takie jak Garant, stały się standardem. Kolejna wojna wymagałaby innych broni, innej taktyki. Dla Georgea jednak nie było kolejnej wojny.
Przynajmniej nie od razu. Do czerwca 1944 roku był ewakuowany z Birmy wraz z resztą maraudderów. Jednostka została rozwiązana. Georgea przeniesiono na obowiązki szkoleniowe w Stanach Zjednoczonych. Nigdy więcej nie strzelał ze swojego Winchestera w walce. George wrócił do Stanów Zjednoczonych w lipcu 1944 roku.
Armia awansowała go do stopnia kapitana i przydzieliła do Ford Benning w Georgi. Jego zadaniem było szkolenie oficerów piechoty w strzelaniu i taktyce małych oddziałów. Uczył lekcji wyniesionych z guładal kanalu i birmy. Jak poruszać się przez teren dżungli. Jak identyfikować i atakować cele na odległość. Jak działać niezależnie bez linii zaopatrzenia.
zachował swojego Winchestera, model 70. Karabin podróżował z Illinois do Tennessee, na Guadal, do Indii, do Birmy, do Georgii. Zabił co najmniej 14 żołnierzy wroga w potwierdzonych starciach, prawdopodobnie więcej. George przestał liczyć po Birmie. Karabin stał w skrzyni na kwatery w Ford Benning. George rzadko na niego patrzył.
Wojna się zmieniła. Wyspy Pacyfiku były odbijane jedna po drugiej. Siły amerykańskie parły przez Francję i w głąb Niemiec. Zapotrzebowanie na indywidualnych strzelców z prywatną bronią malało. Wojsko standaryzowało produkcję masową, części zamienne, żołnierzy z identycznym wyposażeniem i identycznym szkoleniem.
George rozumiał konieczność. Nowoczesna wojna wymagała skali przemysłowej, ale coś się traciło. Indywidualne umiejętności, rzemieślnicze podejście do żołnierki, idea, że człowiek z właściwym karabinem i właściwym wyszkoleniem może zmienić bitwy. George został zwolniony z armii w styczniu 1947 roku.
Podpułkownik, dwie brązowe gwiazdy, jeden purpurowy medal serca, oddzaka piechoty bojowej. wrócił do Illinois i zapisał się na Uniwersytet Princeton na stypendium dla weteranów. Studiował politologię. Ukończył z najwyższymi wyróżnieniami w 1950 roku. Po Princeton spędził 4 lata na Oxfordzie, potem 4 lata we wschodniej Afryce Brytyjskiej, studiując tamtejszą politykę i instytucje.
Ostatecznie osiadł w Waszyngtonie jako dyrektor wykonawczy Instytutu Stosunków Afrykańsko-Amerykańskich. Później dołączył do Instytutu Spraw Zagranicznych, Departamentu Stanu jako konsultant i wykładowca do spraw afrykańskich. George przez te lata nigdy publicznie nie mówił o Guadalkanalu ani Birmie. Miał współpracowników wiedzących, że służył na Pacyfiku, ale nie wiedzieli o Point Cruise, nie wiedzieli o japońskich snajperach, nie wiedzieli o Winchesterze Model 70 stojącym w futerale w jego domu. W 1947 roku George postanowił
zapisać to, co się wydarzyło. Nie do publikacji, tylko na własny użytek. Chciał udokumentować broń i taktyki walki w dżungli, póki szczegóły były jeszcze świeże. Pisał przez s miesięcy. Manuskrypt urósł do ponad 400 strom. Przyjaciel ze Stowarzyszenia Strzelców Narodowych przeczytał rękopis i zasugerował publikację.
George był niechętny. Książka była techniczna. Szczegółowe opisy karabinów, amunicji i balistyki. Nie ta zawartość, która interesuje czytelników ogólnych. Ale stowarzyszenie go przekonało. Książka ukazała się w 1947 roku pod tytułem Shots Fired in Anger. Strzały oddane w gniewie. Stała się klasykiem wśród miłośników broni i historyków wojskowości.
Opisywała doświadczenia Georgea na Guadalkanalu i w Birmie z kliniczną precyzją. Żadnych ubarwień, żadnego kultu bohaterów, tylko fakty i obserwacje o tym, co działało, a co nie. Książka jest nadal dostępna i używana jako punkt odniesienia przez kolekcjonerów i historyków badających broń strzelecką z czasów II wojny światowej.
Opisy japońskiej broni autorstwa Georgea pozostają jednymi z najbardziej szczegółowych, dostępnych współczesnych relacji. George doczekał trzech kolejnych wojen Stanów Zjednoczonych: Korei, Wietnamu, wojny w Zatoce. obserwował ewolucję wojskowych karabinów od Garanda do M14 M16. Obserwował jak snajperstwo staje się formalną specjalnością wojskową z dedykowanym szkoleniem i wyposażeniem.
Obserwował jak lekcje z II wojny światowej były na nowo przyswajane i doskonalone przez nowe pokolenia żołnierzy. John George zmarł 3 stycznia 2009 roku. Miał 90 lat. Winchester model 70ent, który zabił japońskich snajperów na Guadal Canalu, został przekazany do Narodowego Muzeum Broni Palnej Fairfax w Virginii.
Stoi tam w gablocie z tabliczką opisującą jego historię. Większość zwiedzających przechodzi obok, nie zatrzymując się. Wygląda jak każdy inny zabytkowy karabin myśliwski, ale nim nie jest. To karabin, który udowodnił, że mistrz stanu w strzelaniu z zamówioną pocztą lunetą może przewyższyć zawodowych snajperów wojskowych wyszkolonych do walki w dżungli.
Karabin, który oczyścił Gaje Point Cruise w ctery dni, gdy cały batalion nie mógł tego dokonać w dwa tygodnie. karabin, który zmienił myślenie amerykańskiej armii o indywidualnym strzelaniu wyborowym we współczesnej wojnie.


